Z pożółkłych kart przeszłości (8)

Życie człowieka jest jak układanka, którą czasami “udaje się” kompletnie złożyć dopiero po śmierci.

Ludzie nie lubią pisać i wiele przeżyć, cennych nauk, spostrzeżeń — odchodzi wraz z “właścicielem”; czasami przetrwa jeszcze ileś lat w pamięci następców — mało jest takich, którzy utrwalają je na papierze.

Dr Tadeusz Niewiadomski spisywał opowiadania rodziców, swoje przeżycia i historie; w tych zapiskach znalazłem wspomnienia ojca — Antoniego Niewiadomskiego, który w ostatnich latach swego życia w Kanberze (Australia) — często wracał do lat swojej pracy w Polsce.

W pracy misyjnej często zastanawiamy się, co i jak możemy zrobić ku chwale Bożej. Niektórzy mówią, że nie mogą “ewangelizować” — bo nie potrafią mówić po angielsku; inni powiadają “w polskich kościołach nie możemy głosić — bo nie pozwalają nam po angielsku!”.

Wszystkim niech służy przykładem Antoni Niewiadomski, który głosił nawet w tak niebezpiecznym miejscu jak – syberyjski łagier.

Oto zapiski ojca – we wspomnieniach wróćmy do roku 1945 — zanim Antoni Niewiadomski znalazł się na zsyłce w Rosji:

“Piękna wiosenna pogoda napawała nadzieją na rychłe pełne wypogodzenie się wojennego nieba; godziny Niemców były już policzone…. 9 maja 1945 r. dowiedzieliśmy się o kapitulacji Niemiec.”

Wewnętrzny dziwny głos…

Dom tymczasowego zamieszkania pod nazwą Kanie, była to właściwie willa położona na pagórku między dwoma jeziorami, miejsce wymarzone na łowienie ryb, na polowania i  wypoczynek. W tym otoczeniu łatwiej można było znieść okropności wojny z największej odległości.

Po dziennej pracy o zmroku spacerkiem pogrążam się w medytację od czego i jak rozpocząć życie w nowych warunkach pokoju. Jak dostać się do Rygi i z powrotem do kraju, gdzie osiedlić się, co robić aby zarobić na utrzymanie rodziny itp.

Nie mając kto by odpowiedział, robię przerwę rozmyślania i jakby czekając natchnienia, nasuwa się inne pytanie. A co byś chciał robić skoro jesteś kaznodzieją Ewangelii?  Odpowiedź: Oczywiście nic innego jak tylko głosić Słowo Boże. I znów pytanie: a czy w każdych warunkach? — oczywiście w każdych; – A w więzieniu też? — skoro by konieczność wymagała — to tam też.”

No i tak się stało — nastąpiła zsyłka na Syberię…

Siedmiu katorżników…

W 1945 r. zakończyła się II Wojna Światowa — ale nie dla wszystkich. Cała rodzina Antoniego Niewiadomskiego przebywała w tym czasie w Kurlandii — zachodnia Łotwa. Po wygaśnięciu pożogi wojennej i zlikwidowaniu gniazd oporu wojsk niemieckich, wszystkie służby wojskowe, bezpieczeństwa, wywiadu i kontrwywiadu, przystąpiły do działania. W czasie filtracji segregacyjnej przeprowadzonej przez NKWD, „przepuszczono” ojca i mnie — jako nie biorących udziału w wojnie po stronie niemieckiej.

Jednak za parę tygodni przyjechało dwóch osobników w mundurach Floty Bałtyckiej i nakazali ojcu przyjść do ich biura.

W miejscowości Wentspils, nad rzeką Ventą (niedaleko przy ujściu do Morza Bałtyckiego) odbyło się przesłuchanie, z którego ojciec nie wrócił do domu. Poszedłem go szukać — i też już nie wróciłem. Zostaliśmy zatrzymani i postawiono oskarżenie współpracy z agentami obcego wywiadu oraz inne — jak było w zwyczaju okresu stalinowskiego.

Byliśmy sądzeni z paragrafu KK 58 (zdrada narodu). Kodeks Karny przewidywał za tego rodzaju przestępstwo karę od 2 lat więzienia, aż do kary śmierci.

Ojciec dostał 25 lat katorgi, a ja tylko 6. Sądził nas Sąd Kontrwywiadu Floty Bałtyckiej. Siedzieliśmy w kazamatach zamku zbudowanego niegdyś przez niemiecki Zakon Kawalerów Krzyżowych.

Kiedy tam siedzieliśmy za kratami, zamek ten (więzienie) obchodził 700 lecie swego istnienia. Ojca z długoterminową zsyłką w trybie przyśpieszonym wywieziono na daleką północ, a ja pozostałem w Wentspils.

* * *

Dla wyjaśnienia podam fakt, że były przewodniczący Kościoła w Polsce w 1934 r. T. T. Babienko, wcześniej był misjonarzem w Mandżurii i pracował wśród uchodźców rosyjskich w Północnych Chinach. Tam w r. 1925 wygłaszał publiczne odczyty, w których niezbyt pochlebnie wyrażał się o bezbożnych rządach komunistów w Związku Radzieckim.

* * *

Z racji swojego kaznodziejskiego urzędu, ojciec spotykał się w latach międzywojennych z przew. T.T. Babienko na różnych konferencjach w Polsce. Witał go w naszym domu w Pińsku w r. 1937 oraz w Wilnie w 1939.

Ja, 14 letni (wówczas) uczeń, mało byłem tym gościem zainteresowany. Jednak po wojnie w 1945 r. na procesie ojca miałem być świadkiem koronnym. Jeszcze w czasie śledztwa kapitan Kostenko „wyzwierzał” się na ojca krzycząc — „Etyje popy to samyje jeryje” (ci popi to najpodlejsi); a do mnie – „i ty z popowskiej rodziny”.

A ja spokojnie z uśmiechem odpowiedziałem – „kapitanie dbaj o siebie, bo coś słabo wyglądasz, nie denerwuj się, za dużo kaszlesz i za dużo palisz”. On na to z furią: „To samo twój ojciec pop mnie powiedział”. W nocy kap. Kostenko tak kaszlał, że krew buchnęła z niego. Miał gruźlicę.

Po dwóch dniach Kostenko wezwał mnie ponownie na śledztwo, ale był bardzo zmizerowany (a leków przeciwprątkowych jeszcze w Związku Radzieckim nie było!), spokojny i nie palił papierosów ale za to śmierdział czosnkiem. Patrzył jakby był zawstydzony i nie wybuchał, rozmawialiśmy spokojnie. Po zakończeniu rozmowy (śledztwa) życzyłem mu powrotu do zdrowia, a on coś tam mruknął i więcej go już nie widziałem.

Sąd się odbył, a ja byłem świadkiem oskarżenia, że mój ojciec spotykał się z „agentem obcego wywiadu”. To wystarczyło stalinowskiej sprawiedliwości — by pomścić opinie wygłaszane 20 lat wcześniej przez T.T. Babienko na temat Związku Radzieckiego  w czasie prowadzonych wykładów w 1925 r. w Charbinie (Mandżuria).

* * *

Podróż ojca na Północną Syberię trwała 3 miesiące. Po przyjeździe do Workuty osadzono ojca w łagrze o zaostrzonym reżimie — dla bardzo niebezpiecznych. Pracował tam jako „lekarz obozowy”, potem jako kucharz, a wreszcie jako górnik. Zadaniem jego było odrzucanie kamienia węglowego z taśmociągu. Kamień należało odrzucać za siebie, ale hałdy kamieni nie wywożono, co powodowało staczanie się rzucanych kamieni, które obijały sąsiadów stojących przy taśmie — to bolało.

Ludzie ci mieli żal do towarzyszy niedoli. Ktoś stojący obok ojca słusznie zauważył, że to nie jest wina rzucających, ale tych co nie zabierają hałdy kamieni. I tak się zaczęło.

Już po pracy ojciec wyszukał tego stojącego obok przy taśmie i powiedział mu, że nie pasuje na katorżnika — wygląda tak dostojnie. Po czym zaczęli wymieniać drobne uwagi i jakby zbliżali się do siebie. Potem zwracali się do siebie po imieniu, grzecznie i dostojnie. Było im razem jakoś lżej. Po paru dniach do towarzystwa dołączył jakiś inny katorżnik wymizerowany i przygnębiony, a następnego dnia trzeci. No i w wolnych chwilach prowadzili bardzo przyjemne i dostojne rozmowy.

Na ogół imiona są trudne do zapamiętania po 45 latach – ale ojciec je pamiętał. Oni nie mówili kim byli na wolności, ale z omawianych tematów ojciec wywnioskował, że byli wyższymi teologami prawosławnymi lub duchownymi (biskupami?).

Ojciec nie ukrywał, że był duchownym Kościoła ADS i to ich jeszcze bardziej zbliżyło do siebie. Rozpoczęły sie dyskusje nie teologiczne, ale ewangeliczne — np. Pismo Święte a kościoły chrześcijańskie. Praca z nimi trwała  około 6 miesięcy i tematów nie zabrakło.

Do ich 4 osobowej grupy przyłączyli się trzej inni rozmówcy mniej elokwentni. Któregoś wieczoru, a był to piątek, cała siódemka katorżników skorzystała, że pozostali sami — bo inni odeszli do kina obozowego. Mieli więc możliwość odbycia ważnej rozmowy. Mianowicie — gotowi są przyjąć chrzest przez zanurzenie, ale są na Syberii — nie mają dostępu do wody. Jak Pan Bóg postąpi w tym przypadku czy będzie liczył na intencje czy zażąda tylko dokonania formalności.

Cała siódemka stwierdziła, że w takim przypadku liczą się intencje. Postanowiono też, że jeżeli komuś, kiedyś uda się opuścić katorgę, to ma się zgłosić do zboru ADS w Moskwie do kaznodziei G.G. Grigorjewa i powołać się na Antoniego (znali się wcześniej osobiście).

Wszyscy z siódemki modlili się kolejno, po czym uściskali się przysięgli wierność Bogu i Ewangelii. Przez łzy cicho zanucili hymn „Uwielbiam miłość niepojętą”.

Były to wzruszające chwile — opowiadał później ojciec. Był to jednak ostatni raz kiedy się widzieli, bo następnego dnia w sobotę ojciec został zabrany do innego baraku i przygotowywany do drogi powrotnej w kierunku wolności — na Łotwę.

* * *

Tam po przyjeździe do Rygi jakiś inny oficer kontrwywiadu zawezwał mnie do siebie (a byłem już na wolności) i powiedział mi, że ojciec jest też już w Rydze w więzieniu Centralnym i trzeba go odżywić bo mizernie wygląda — wrócił przecież z dalekiej Północy! Szczęśliwy — bo stamtąd mało kto powraca.

Za jakiś czas odbyła się w Rydze rewizja procesu „z urzędu”. O T.T. Babience nikt już nie wspomniał. Znaleziono kogoś mało znaczącego i winę  oskarżenia złożono na niego — no i proces karny się nie odbył.

W rozmowach z ojcem na temat losów ludzkich, ojciec orzekł, że warto było jechać na Syberię, chociażby dla zdobycia 6 cennych istot, za które Zbawiciel złożył największą ofiarę swego życia.

Wkrótce wyjechaliśmy z Łotwy do Polski. Dalszy los tych sześciu z katorgi nie jest nam znany. Zawitała wolność, a szczególnie ta która pozwoliła powrócić z Łotwy do Polski.

Wspominał — dr Tadeusz Niewiadomski

* * *

Po 80-ciu latach…

List z Dubna (Ukraina)

„Drogi Bracie w Chrystusie T. Niewiadomski.

Nazywam się Raisa Kontsemal, jestem kierowniczką chóru w Dubnie, rejon Równe na Ukrainie.

Kościół ADS w małym mieście Dubno przesyła ci pozdrowienia.

Chcę ci powiedzieć, że twój ojciec Antoni Niewiadomski był jednym z pierwszych kaznodziei w naszym kościele. W r. 2005 nasz zbór obchodził 80 lecie swego istnienia.

Z zapisków archiwalnych i opowiadań moich rodziców, Antoni Niewiadomski mieszkał w Krzemieńcu (małe miasteczko w pobliżu Dubna) od 1935 do 1937 i był duchownym w społeczności Dubna.

Z tego co wiem moja matka Yefimia Cherech była ochrzczona przez twojego ojca w 1937 r. Po dzień dzisiejszy zachowaliśmy zdjęcia twojego ojca jak i innych członków naszego kościoła.

Posiadamy piękną świątynię. Wielbimy naszego Boga przez śpiewy chóralne, chóru młodzieżowego i chóru dziecięcego oraz występy orkiestry dętej. Jesteśmy zadowoleni, że możemy ci powiedzieć o naszym kościele i twoim ojcu, który był jednym z pierwszych kaznodziei w Dubnie i w naszym okręgu. W imieniu naszego zgromadzenia zapraszamy cię na Ukrainę, żebyś zobaczył te miejsca, gdzie twój ojciec Antoni Niewiadomski głosił kazania.

Nasz brat pastor Valentyn Schevchuk zbiera informacje o rozwoju naszego kościoła w tym rejonie i o ludziach, którzy przynieśli poselstwo zbawienia w tamtych czasach. Pragniemy utrzymać naszą znajomość z Tobą, przekaż nam trochę informacji, wspomnień, zdjęcia twojego ojca i z jego życia, jak również o twojej rodzinie. Będziemy wdzięczni za twoją odpowiedź”.

List ten  był datowany 08. 02. 2008 i  już nie zastał Tadeusza wśród żywych. 80 lat temu Antoni Niewiadomski zwiastował Ewangelię — a dziś w Dubnie jest duży zbór…

Opracował: Bogusław Kot, (Melbourne/Australia)

© Wiadomości Polonii Adwentystycznej w Australii nr 1–2/2008 r (Polish Adventist News)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: