Z pożółkłych kart przeszłości (13)

Rodzina Krygerów (Krugerów) pochodzi z miasta Łodzi miasta polskiego, losy wojenne sprawiły że miasto to  kiedy wybuchła II Wojna Światowa znalazło się pod okupacją niemiecką i losy zamieszkałej tam ludności uległy dewastacji.

Prześledźmy więc losy jednego człowieka, który był Polakiem, potem Niemcem, zmieniał mundury – w końcu znalazł się w Australii i spoczywa od 10 kwietnia 2000 roku  na cmentarzu Springvale Garden Cemetery w Melbourne.

Trudne i smutne były losy tej rodziny, ale Bóg czuwał nad nimi nawet w chwilach kiedy wszystko się waliło – takich rodzin w czasie wojny było wiele!

Czytając historie ludzi nam znanych lub nie – możemy się uczyć życia i pokory. Każdy człowiek jest  na tym świecie historią, tworzy ją i odpowiada za swój w niej udział. Choćby ten udział polegał na daniu maleńkiego przykładu innemu człowiekowi, jednemu dziecku – lub zaniedbaniu wykorzystania jednej małej okazji.

W tym odcinku znajdziemy postacie, które ulitowały się nad dziećmi „niemieckimi” (prawie sieroty) i pomagały im przetrwać wojnę, narażając swoje życie; a jest też kobieta (chrześcijanka) która „przepędziła” tych dwoje (bez ojca i matki!) szukające pomocy i ochrony.

bk

Enoch Kryger i jego rodzina

Rodzice Enocha mieli gospodarstwo pod Łodzią  i jednego roku na wakacje przyjechała do nich ze swoimi rodzicami młoda dziewczyna Marta (matka była adwentystką). Wtedy Marta zapoznała Enocha, który był kierownikiem młodzieży – przypadli sobie do gustu i pozostali razem do końca życia.

Enoch  w wieku 18 lat został kolporterem i początkowo pracował na terenie miasta Łodzi a później przez 5 lat (1921–1926) opracowywał Białystok, okoliczne miasta i wioski. Niosąc Dobrą Nowinę ludziom pracował cały tydzień od rana do wieczora, a do domu wracał dopiero na sobotę. W 1926 roku Enoch mając 23 lata udał się do Seminarium Duchownego w Warszawie przy ul. Tureckiej 1. Po dwuletnim pobycie tam, Enoch udzielał lekcji biblijnych, a w 1929 r.  został zatrudniony przez kościół w charakterze pracownika biblijnego w Chełmie. Pod koniec tegoż roku został przeniesiony do Sosnowca. W latach 1930–1932 pracował w miejscowościach: Stanisławów, Kołomyja, Równe, Kołki, Antonówka.

Rok 1932 zapisał się w życiu Enocha jako bardzo ważny – został kaznodzieją w Stanisławowie i tam pracował do roku 1934, odwiedzając Włodzimierz.

24 lipca 1932 r. ożenił się z poznaną wcześniej w domu rodzinnym Martą Groschang. Rok później w lipcu 1933 r. urodziła się im córeczka Honorata, Urszula a po następnych dwóch latach syn Zygmunt.

Kaznodzieja Enoch pracował jako sekretarz i tłumacz z języka niemieckiego i rosyjskiego w Zjednoczeniu Wschodnim z siedzibą w Łucku w latach 1934-1936.

W latach 1936-1938 był sekretarzem w Zjednoczeniu Południowo-Wschodnim z siedzibą we Lwowie.

W 1939 r. został przeniesiony jako kaznodzieja do zboru w Truskawcu i tam pracował do wybuchu wojny. W połowie października 1939 r. Enoch z żoną i dwojgiem dzieci wrócił do rodzinnego miasta Łodzi. Uciekał przed Rosjanami zajmującymi wschodnią Polskę, a znalazł się w Łodzi, która już była w rękach Niemiec hitlerowskich.

Po zgłoszeniu się do pracy w kościele (już „niemieckim”), Zjednoczenie Kościoła Adwentystów DS posłało Enocha do Berlina, a po niedługim czasie do Mrągowa.

Braterstwo Krygierowie z dziećmi 1943 r

Życie było początkowo nieco spokojniejsze, ale jednej soboty w czasie gdy Enoch wygłaszał kazanie, dał się słyszeć dziwny hałas, drzwi się otworzyły i policja tajna złożyła nieoczekiwaną wizytę. Okazało się, że sąsiad zadenuncjował Enocha na gestapo, że nie zgłosił się do armii niemieckiej, a jego czterech synów walczy gdzieś na frontach – Enoch został zabrany na gestapo. Po przesłuchaniach otrzymał mundur niemiecki i został wysłany do Gdańska. Ponieważ znał języki polski, rosyjski i niemiecki – został tłumaczem  przy policji kryminalnej. Kilka tygodni później znalazł się w Westfalii, gdzie w Oflagu-B Dossel (w pobliżu Warburga) przetrzymywano ok. 2 tysiące  oficerów polskich jako jeńców wojennych i tam Enoch był przez 3 lata. Zadaniem Enocha było otwieranie żołnierskiej korespondencji przychodzącej i wysyłanej z poleceniem, że niektóre miały być zatrzymane albo przepisywane jeśli uzna, że zawierają  „tajemnice wojskowe”. Jego zadaniem było również sprawdzanie przy bramie obozowej każdej osoby wchodzącej lub wychodzącej, także tych którzy dostarczali do obozu żywność lub materiały do ręcznej produkcji różnych przedmiotów przez jeńców.

Enoch starał się być lojalny w stosunku do swojego kraju pochodzenia i ludzi, starał się pomagać i informować oficerów polskich o kontroli ich listów, w kilku przypadkach oficerowie uprzedzeni przez Enocha – przepisywali sami swoje listy.

Pod koniec wojny kiedy już nacierały wojska Armii Czerwonej i pewnego dnia było już słychać warkot czołgów i innych pojazdów, żołnierze niemieccy pilnujący obozu (było ich 2) nie wiedzieli co robić. Ojciec otworzył bramę obozową i wyszedł z jeńcami polskimi na stronę amerykańską. On miał z sobą karabin, rzucił go gdzieś i chciał zmienić mundur na ubranie cywilne. Jeden z oficerów polskich powiedział – „nie rób tego, bo nie wiemy czy Niemcy jeszcze nie wrócą?”

Po zakończeniu wojny Amerykanie Enocha i jeńców polskich przenieśli do Brukseli, gdzie w zimnie i deszczu spędzili 4 dni, następnie przerzucono ich do Francji. Enoch „został ubrany” tym razem w uniform amerykański i służył znów jako tłumacz.

Dwa miesiące później Enoch i Polacy zostali statkiem przewiezieni do Southhampton w Anglii, skąd pociągiem przewieziono ich do Glasgow w Szkocji. Enoch (jako Niemiec) trafił do obozu niemieckiego, ale dwa dni później w nocy przewieziono go potajemnie do położonego w lasach południowo-wschodniej Szkocji obozu dla żołnierzy polskich.

Enochowi znowu groziło wywiezienie do Niemiec (służby śledcze działały!), ale polski generał Berbecki napisał oświadczenie, że Enoch był lojalny w stosunku do jeńców polskich w przeszłych czasach. Anglicy przeprowadzili śledztwo jego przeszłości w życiu wojskowym i cywilnym pod okupacją niemiecką, ostatecznie uznano Enocha za Polaka i połączył się z armią polską w Szkocji, gdzie zatrudniono go jako księgowego. Wkrótce resztki armii polskiej przerzucono nad Morze Północne w Szkocji.

W 1946 r. rząd brytyjski uznał rząd w Warszawie, armia polska została rozwiązana i Enoch wraz z innymi żołnierzami polskimi zostali włączeni do wojsk brytyjskich i tam był przez 2 lata. Po tym czasie Enoch został zwolniony do cywila.

Jednego razu w Birmingham, kiedy ojciec udał się w sobotę do kościoła, zapoznał tam jednego z członków brata Locer, który był szewcem. Ponieważ ojciec znał się na szewstwie (kaznodziejowie w Polsce przedwojennej musieli mieć drugi zawód!) brat ten zatrudnił ojca do czasu usamodzielnienia się i w ten sposób ojciec pracował i uczył się języka angielskiego.

Ojciec otrzymywał wiadomości o trudnej sytuacji w Polsce i bał się tam wrócić. Dowiadywał się co się działo z jego żoną i dziećmi – nie był pewny swojej przyszłości w nowopowstałym systemie. Tych, którzy zdecydowali się wrócić (pod namową angielską) a służyli w armii niemieckiej – po powrocie do Polski, więziono.

Nic dziwnego, że załamywał się psychicznie – już od lat nie widział swojej żony i dzieci. Były to trudne i ciężkie czasy rozłąki – dzieci w zasadzie nie znały swojego ojca.

Zygmunt opowiada – przez te wszystkie lata mieliśmy z ojcem kontakt, przysyłał listy i paczki.  Jednego dnia zaprosił nas do przyjazdu do Anglii, mama miała jechać pierwsza, a kiedy przyszedłby czas – pojechalibyśmy z siostrą. Mama nie chciała nas zostawić samych i napisała – lepiej ty przyjedź do domu.

Na terenach gdzie mieszkaliśmy, ludność odnosiła się do nas różnie Byli tam Polacy, Niemcy i Polacy pochodzenia niemieckiego – a myśmy w dodatku byli adwentystami.

Nie były te stosunki za przyjemne. Zaraz po wojnie mamę i mnie z siostrą wzięto do aresztu. Wypuszczono nas ale nie mieliśmy gdzie mieszkać, mieszkanie nasze zostało zbombardowane – tam nic nie było, mieszkaliśmy więc w barakach blisko koszar wojskowych. Kto chciał otrzymać oliwę i chleb – zarządzenie mówiło – musi iść sprzątać ulice z gruzów, więc mama poszła. Któregoś dnia znów nas zamknięto w obozie, pilnowali nas żołnierze radzieccy. Jeden z nich kiedyś powiedział do mamy, jak macie gdzie iść to ja otworzę bramę i zamknę oczy, a jak macie kogoś oddaj dzieci bo jutro je zabiorą, wywiozą do Związku Radzieckiego i nigdy ich nie zobaczysz.

Mama nas wysłała do adwentysty brata Cały w Grudziądzu. On opiekował się niemiecką rodziną w Zaroślu (15 km od Grudziądza), ludzie ci przechowywali go w czasie wojny i dlatego nie został wywieziony do Niemiec na roboty.

Kiedy przyszliśmy do jego domu, była tam jedna Polka i ona nas tam nie chciała trzymać – bo byliśmy „dziećmi niemieckimi” – ona się obawiała. Powiedziała, że ona wychodzi coś załatwić, a wy sobie idźcie gdzieś – nie mogę was zostawić samych w domu. Moja siostra mówi – będziemy cicho siedzieć, aż pani wróci; ona na to – musicie wyjść. Więc, zostaliśmy na korytarzu i zaczęliśmy płakać. Sąsiadka ( a była to siostra Lewandowska) która nas pamiętała, że przychodziliśmy zawsze do br. Cały w soboty – przyjęła nas i mówi, zostańcie ze mną aż Cała wróci.

Brat Cała z Urszulą i Zygmuntem Krygierem, 1949 r.

Brat Cała nami się zaopiekował i zaprowadził do więzienia , gdzie była przetrzymywana nasza mama. Musiała tam ciężko pracować, nosiła wodę z pompy do więzienia i kiedy przechodziła przez ulicę – widzieliśmy ją tam od czasu do czasu. Myśmy się bali tam jeździć… Z tego więzienia zabrano ją do obozu pracy w Potulicach koło Bydgoszczy. Na czas spotkań z mamą przyjeżdżaliśmy zawsze z bratem Całą i zatrzymywaliśmy się w Bydgoszczy, w domu braterstwa  Mariana i Pauliny Kotów.

Kiedy mieszkaliśmy w Zaroślu, sołtys przyszedł do br. Cały i powiedział, że musi oddać te dzieci, bo to są dzieci niemieckie a trzymać ich nie może, gdyż nie ma żadnych dokumentów. Br. Cała pojechał do Grudziądza do znajomego lekarza, lekarz ten leczył żonę br. Cały.

Br. Cała wypytywał lekarza co mogą zrobić, bo on nie chce oddać tych dzieci. Lekarz załatwił dokument przez Czerwony Krzyż i powiedział, że musisz dać ten dokument matce żeby ona podpisała, że się ich wyrzeka – to była fikcja! Br. Cała pojechał do mamy i przedstawił tę sytuację, ale nie mógł jej powiedzieć, że to tylko fikcja – koło nich stał strażnik i słuchał. Mama była przerażona, ale poznała że to jest jakiś wybieg i podpisała ten dokument. W ten sposób mieliśmy nadal swoje nazwisko i mogliśmy być u br. Cały. Wskutek ogłoszonej amnestii, mama została zwolniona z więzienia po 2 latach.

Tam na gospodarstwie br. Cały byliśmy 13 lat.

To co pamiętam z dzieciństwa, kiedy mój ojciec coś obiecywał, dotrzymywał słowa.

Po tych długich latach rozłąki i ciężkich wahań, tato postanowił wrócić do Polski, był to rok 1957.

Wyjechałem na stację motocyklem. Zanim jednak do tego doszło mama pyta, czy poznasz tatę? – odpowiedziałem, że tylko wiem tyle, jest niskiego wzrostu może będzie taki jak ja. Mama na to, nie – jest niższy od ciebie. Pamiętaj, kiedy będziesz na peronie stacji to patrz za mężczyzną w kapeluszu i z małą walizką w ręku. Pociąg przyjechał, mój tato wysiadł (oprócz niego nie było nikogo!). Wszedłem na peron i zapytałem – skąd ten pociąg przyjechał. Zaskoczony pytaniem odpowiedział pytaniem – o co chodzi? – ale po przyjrzeniu się poznał mnie. Ty jesteś Zygi?… Wsiedliśmy na motor i udaliśmy się do domu – jechaliśmy ok 3 km. Tego wieczoru prawie nie rozmawialiśmy – ani tato, ani ja nie wiedzieliśmy co po 14  latach powiedzieć.

Za jakiś czas w Grudziądzu z ojcem otworzyliśmy warsztat szewski i pracowaliśmy tam razem. Ojciec przywiózł z Anglii maszyny i narzędzia potrzebne do pracy. W piątki zawsze pracowałem sam, bo tato poświęcał piątki i soboty na pracę w zborze.

Tato pracował w kościele na pół etatu i odwiedzał zbory: Malbork, Sztutowo, Elbląg, Grudziądz, Lisowo, Chełmno.

Zakład prosperował bardzo dobrze, nie zamierzaliśmy tego ale drugi zakład szewski przestał istnieć; nie cieszyliśmy się z tego, ale takie jest życie – konkurencja. Tato nauczył się innego stylu reperacji i renowacji obuwia.

Kiedy zaczęliśmy mieć poważne problemy w zdobywaniu materiałów potrzebnych do tej pracy, musieliśmy i my zakład zamknąć – zdecydowaliśmy wyjechać do Australii. Nie mówiliśmy o naszych planach nikomu, żeby uniknąć niepotrzebnych problemów.

Zygmunt Krygier w wojsku PRL

Kiedy wróciłem z wojska udało się nam załatwić dokumenty na wyjazd. Mama nie za bardzo chciała jechać trochę narzekała, że tato chce ją wywieźć z kraju, a ona się boi tak dalekiej podróży. Tłumaczyliśmy, że będzie nam lepiej i żeby mama nie narzekała tak jak Izrael na pustyni. Kiedy znaleźliśmy się na statku, mama trochę chorowała, ale później poczuła się lepiej i była zadowolona. Spędziliśmy w Australii razem jako rodzina jeszcze wiele lat.

W Australii był już szwagier ojca – pr Emil Hajdyk, on się ożenił w Anglii z siostrą mojego ojca. On przysłał pieniądze na naszą podróż i płynęliśmy do Adelajdy statkiem Roma. W czasie podróży jeden Włoch mówił, że dla mężczyzn lepszym miejscem jest Melbourne – jest tam więcej pracy. Płynęliśmy razem z rodziną Stacherskich. Będąc we Fremantle mój ojciec zadecydował, że jedziemy do Melbourne.  Zamieszkaliśmy w Springvale. Tato był cały czas członkiem australijskiego kościoła w Springvale, gdyż posługiwał się płynnie językiem angielskim. Był również zaangażowany w pracę z grupą mówiącą po niemiecku.

Z tamtych dziecięco-młodzieńczych lat pamiętam z Polski: Lewandowskich z Grudziądza – ich starsza córka wyszła za mąż za br. Całę, a młodsza za Sankiewicza (mieszkali w Linowcu). Pamiętam z Linowca br. Trzpilów, z Elbląga Pinkowskich, z Elbląga Sawickich, ze Sztutowa Setowskich i Lewandowskich z Malborka.

Zygmunt Krygier z żoną Mary – są członkami kościoła adwentystycznego Berwick

Siostra Honorata Urszula Kryger wyszła za mąż za Wenantego Żółcińskiego i są członkami australijskiego kościoła adwentystycznego w Springvale.

Zbór w Łodzi 1925

Enoch Krygier

Rok 1953

*

Zbór w Bydgoszczy

 Zbór w Bydgoszczy

Poświęcenie kościoła w Gdańsku – Jaśkowa Dolina, 18 grudnia 1960.  W piewrszym rzędzie od lewej siedzą kaznodziejowie: Marian Kot, Jerzy Lipski, Aleksander Kruk, Gustaw Baron, Stanisław Dąbrowski, Eugeniusz Szworak.

Zdjęcie na okręcie “Burza”

Polska grupa w kościele Springvale

* * *

Tekst powstał na podstawie spisanych danych przez Enocha Krygera, rozmowy z Zygmuntem Krygierem – syn, opracowania pisemnego wspomnień dziadka przez Jannette Żółcińską – wnuczka

* * *

© Wiadomości Polonii Adwentystycznej w Australii nr 4/2010 r (Polish Adventist News)

Autor: Bogusław Kot • opr. komp.: Cezary Niewiadomski

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: