Z pożółkłych kart przeszłości (2a)

Spacerkiem po Płocku…

Będąc jeszcze uczniem szkoły powszechnej w Wilnie, mało interesowałem się innymi regionami Polski, chyba że nauczyciel geografii “włożył” uczniom do głowy pewne wiadomości spoza Wilna. Wtedy dowiedziałem się, że Płock leży nad Wisłą ok. 100 km na północ od Warszawy i był niegdyś stolicą książąt mazowieckich.

Niegdyś był grodem drewnianym, a obecnie wspaniałym miastem powiatowym, posiadającym piękne budynki sakralne oraz budynki użyteczności publicznej.

Są tam kościoły rzymsko-katolickie, duży kościół i siedziba Mariawitów, kościół ewangelicko augsburski i synagoga. Ludność Płocka różnorodna, ale większość stanowili Polacy. Po wojnie moja rodzina osiedliła się w Warszawie, gdzie staliśmy się świadkami jej odbudowy. Każdego dnia jadąc na uczelnię oglądałem postęp potężnej budowy – daru ZSRR Pałacu Kultury i Sztuki, na zbiegu Al. Jerozolimskich i Marszałkowskiej, żyliśmy również budową rafinerii ropy naftowej w Płocku. To miało podnosić ducha narodu!

Tą samą trasą co codziennie, jechałem w soboty do kaplicy Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Alejach Jerozolimskich 93/37, a kaznodzieją w tym czasie był tam Marian Kot, serdeczny przyjaciel młodzieży. Tam też zapoznałem się ze Stanisławem Rafanowiczem, pracownikiem Kościoła. Po niedługim czasie znajomość ta, przekształciła się w przyjaźń, która trwa po dziś dzień.

Stanisław opowiadał mi swój życiorys, w którym powtarzała się nazwa Zakrzewo, miejsce urodzenia Stanisława, na trasie Warszawa – Płock. Niby to nic, ale jednak dużo, bo rozpoczęły się podróże “palcem po mapie”, w kierunku Płocka.

Wracając do poprzednich wspominków, Stanisław Rafanowicz został przeniesiony do pracy na innym terenie Polski, a do Warszawy przybył ktoś inny, z którym się także bardzo zaprzyjaźniłem – a był to Tadeusz Boetzel z Płocka.

Rozpoczął on studia w Szkole Inżynierskiej im. H. Wawelberga, ja w tym czasie studiowałem na Akademii Medycznej. Trzecim przyjacielem z tej grupy, był kaznodzieja Marian Kot, a jego żona Paulina stała się naszą przybraną mamą. Moja mama też polubiła Tadeusza, więc nasza znajomość nabrała lepszego zabarwienia i “hartowała się jak stal”.

Każdą sobotę spędzaliśmy razem, ale bywały też dla mnie smutne soboty, wtedy gdy Tadeusz odwiedzał swoich najbliższych w Płocku. Po studiach pozostał w Warszawie, a ja udałem się na polski “daleki wschód” – bo obowiązywał nakaz pracy.

Dość często odwiedzałem Warszawę, gdzie miałem też swoich najbliższych. Gdy życie w PRL stało się uciążliwe, więc zmieniłem miejsce zamieszkania na Kanberrę (Australia).

Po wielu latach odwiedziłem kraj ojczysty i macierzysty, więc była okazja do dłuższego pobytu w Warszawie oraz częstego spotykania się z Tadeuszem Boetzlem. Któregoś dnia powiedziałem mu, że następnego dnia zamierzam pojechać do Płocka. Usłyszałem – nie pojedziesz, ale pojedziemy. Więc pojechaliśmy jego samochodzikiem.

W drodze Tadeusz pokazywał, opowiadał to czego nie wiedziałem. Tam byś pojechał do Łaskarzewa, a tam do Ostrowii Mazowieckiej, a ta droga zaprowadzi do miejscowości Zakrzewo, w której urodził się kazn. Rafanowicz. Była więc okazja do nowych wspomnień.

Po niedługim czasie byliśmy już w Płocku, a było co zwiedzać – wszystko było związane z młodością Tadeusza. Jego emocje i mnie się udzieliły. Przed II Wojną Światową, Płock liczył ok. 33 tys. mieszkańców. Większość religijną stanowili rzym. katolicy, obok nich były duże grupy Mariawitów i Ewangelików Augsb. oraz mała grupka adwentystów (o innych denominacjach nie wiem).

Cała rodzina Boetzlów pochodziła z ewangelików, którzy mieli tam wspaniały kościół, a historia tej rodziny była zapisana na dużym cmentarzu ewangelickim. Po wojnie, większość ewangelików opuściła Płock, kościół został przekazany parafii rzymsko-katolickiej, a cmentarz zdemolowany przez wandali i wyglądał jakby po wybuchu bomby atomowej. W głębi cmentarza jednak leży duża marmurowa płyta nagrobkowa, a pod nią spoczywają rodzice Tadeusza Boetzla i jego siostra Janina. Dlaczego ten jedyny grób został zachowany? – bo nawet “nieznani sprawcy” wiedzieli, że cała rodzina Boetzlów brała czynny udział w konspiracji AK-owskiej.

Przed I Wojną Światową dużo ludzi wyjechało jako uchodźcy, aż do Kazachstanu i tam Ludwik Boetzel spotkał Franciszkę. Ślub odbył się w Taszkiencie, a już po wojnie młoda rodzina posiadająca dwie córeczki Marię i Janinę, wróciła z Turkiestanu (rok 1921) i zamieszkała w Płocku. W roku 1923 urodził się synek Tadeusz. W międzyczasie rodzina przyjęła adwentyzm (ojciec był bardzo przychylny, ale się nie ochrzcił) i trwała w nim do ostatnich dni swego życia. II Wojna Światowa dotknęła wszystkich dość boleśnie.

Ojciec rodziny Ludwik – ps. “Kawa”, działał w wywiadzie Armii Krajowej, kilka razy był w rękach gestapowców, a po wojnie był dręczony przez UB i zmarł w 1947 r. Matka Franciszka działała w łączności AK i przetrwała wszystkie represje ze strony gestapo i UB. Janina, była agentem wywiadu AK w biurze gestapo, narażała swoje życie informując mieszkańców o planach aresztowania przez gestapo – uchroniła w ten sposób wiele osób. W końcu sama została aresztowana i wywieziona w głąb Niemiec do obozu z wyrokiem kary śmierci, ale wyrok nie został wykonany, bo wojska amerykańskie wyzwoliły więzienie w Bayreuth (Bawaria) i komisja wojskowa uznała Janinę za wolną.

Po powrocie Janiny do Płocka po wojnie, UB rozpoczęło swoje represje przeciwko niej. Aresztowano ją i umieszczono w więzieniu, w tym czasie inni funkcjonariusze UB napadli mieszkanie rodziny Boetzlów i pobili wszystkich znajdujących się w domu. Po tych zajściach i po uwolnieniu z więzienia, Janina pracowała jako księgowa w Płocku, a później w Poznaniu w Diecezji Zachodniej Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego i w Warszawie w Wydawnictwie “Znaki Czasu”. Odznaczona 7 wysokimi odznaczeniami państwowymi, krzyżami i medalami. Zmarła w Płocku w 1991 r. Siostra Maria, była kurierem na terenie powiatów płockiego i sierpeckiego. Po wojnie również szykanowana przez UB. Obecnie mieszka w Płocku i jest zaangażowana w życiu zboru.

Tadeusz Boetzel ps. “Jur”, był szefem referatu łączności. Po burzliwej okupacji i pracy konspiracyjnej, wielki miłośnik Ziemi Płockiej. Kilka lat temu Tadeusz stał się autorem tekstu hejnału płockiego! Po ukończeniu studiów w 1951 r. zawarł związek małżeński z Krystyną Jurkowską, wdową po Józefie Jurkowskim, który został stracony jako jeden z 13 patriotów w dniu 18 września 1942 r. Krystyna była łączniczką AK. Zmarła w Warszawie w 2006 roku.

Tadeusz był wieloletnim specjalistą krajowego dozoru dźwignic, pracował w wielu instytucjach zawodowo społecznych, wydawniczych. Był autorem 7 publikacji zawodowych, współautorem kilku pomników. Posiada tytuł Harcerza Rzeczypospolitej i ponad 20 odznaczeń.

Był jednocześnie zaangażowany w życiu naszego kościoła, piastował funkcję starszego zboru w Warszawie, był członkiem Rady Kościoła, a także kilkakrotnie pełnił funkcję sekretarza na zjazdach kościelnych. W 1987 roku przeszedł na emeryturę jako wielce zasłużony Obywatel swojego Kraju, a przepełniony poselstwem adwentowym kroczy wspólną drogą w oczekiwaniu na powtórne przyjście naszego Pana i życie w nowej Wiecznej Ojczyźnie.

Wspominał i opisał – dr Tadeusz Niewiadomski

(na arch. fot: Maria Boetzel, Franciszka Boetzel, Marian Kot i Janina Boetzel – 1949)

Zdjęcia Płocka i Tadeusza Boetzla (2007) – fot. Jan Kot

© Wiadomości Polonii Adwentystycznej 4/2005r (Polish Adventist News)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: