Polscy adwentyści w Australii (7)

20130429ikonkaPolacy to „niespokojne duchy” i nie dziw, że polscy adwentyści posiadają te cechy. Kiedy wyjeżdżali z „zielonej” Polski nie przypuszczali, że los ich zapędzi np. do samego środka pustynnej Australii (Alice Springs), innych do Queensland – a niektórzy osiedli w stolicy Canberze. Tam nie powstały polskie kościoły adwentystyczne – Polacy wtopili się w australijską społeczność, ale nadal zachowywali swe korzenie i na tyle ile mogli podtrzymywali (i pozostali czynią to nadal) polskie tradycje, język i powiązania z ogólnoaustralijskim życiem polsko-adwentystycznym. 

Alice Springs – Centralna Australia

Kiedy wyjeżdżaliśmy przed laty z zielonej Polski, nikt nie przypuszczał, że losy zapędzą nas do samego środka pustynnej Australii.

Polacy to „niespokojne duchy” i nie dziw, że i polscy adwentyści posiadają te cechy.

Każdy przyjeżdżał do Australii wystraszony i zdziwiony – z myślą o zadomowieniu się. Po kilku latach jednak odezwała się w niektórych wędrowcza natura i chęć poznawania czegoś innego – nowego.

Z Melbourne niektórzy wyruszali odkrywać skarby w Cooper Pedy i szukali szczęścia w kopaniu opali.

Z Adelaide kilka odważnych osób: Lidia i Albin Kocurowie, Janek Król i Krzysztof Stacherski pojechali na podbój „czerwonej pustyni” i osiedli w Alice Springs. Założyli tam firmę malarską pod nazwą „Polana” i … zostali na lata. Pojechali też do nich Wiesia i Jurek Markowscy oraz Karol i Zuzia Szalbotowie, ale nie wytrzymali zbyt długo i po pewnym czasie powrócili do rodzinnego zboru w Adelaide. Bogusława i Anatol Wianowscy z dziećmi oraz mama Maria Wianowska poszli w ślady poprzedników i założyli firmę elektryczną — zostali. Następnym odważnym był Edward Kononiuk z żoną Heleną i córką Urszulą oraz Elżbieta i Zdzisław Czarneccy. Długi czas przebywała u swych dzieci matka Albina, Maria Kocur. W 1972 roku na przetarte szlaki wyruszyli Elżbieta i Bogusław Kotowie, a w jakiś czas po nich Barbara i Piotr Stojkowiczowie z dziećmi. Niektórzy byli dłużej, inni krócej.

„Były to przepiękne czasy — wspominają — kiedy w licznej grupie mogliśmy po polsku studiować lekcje Szkoły Sobotniej, śpiewać, a także od czasu do czasu głosić kazania z tłumaczeniem na język angielski (zdominowaliśmy tubylców). Często jeździliśmy w soboty w plener zmieniających się kolorów i tam spędzaliśmy całe dnie.”

Polscy adwentyści wnieśli duży wkład w rozwój, niezbyt licznej początkowo, australijskiej grupy adwentystycznej w Alice Springs, która w niedługim czasie przerodziła się w zbór. Polscy adwentyści piastowali różne funkcje zborowe — był to fenomen, bo wtedy Australia jeszcze nie była aż tak „multi kulturalna” — szczególnie ta Australia buszowa. Polscy adwentyści pomagali w akcjach ewangelizacyjnych, a także przyczyniali się swoimi pomysłami, rękami i środkami pieniężnymi do zbudowania pomieszczenia do nabożeństw i domu mieszkalnego dla pastora. Sami będąc „na dorobku,” zaczęli także pomagać miejscowym aborygenom w dostępny im sposób, a więc postarali się o dostarczanie im używanej odzieży, spotykali sie z nimi. Dwukrotnie odwiedził ich z Adelaide pr Jerzy Lipski.

Po latach wszyscy umęczeni piekącym słońcem, upalnym pustynnym wiatrem latem, a lodowatym zimą, przy kurczących się zarobkach, kolejno opuszczali Alice Springs. Najdłużej na posterunku został jedynie — Krzysztof Stacherski, który prowadził już własną firmę malarską. W kwietniu 2009 roku Krzysztof Stacherski powrócił także do Adelaide, ale od czasu do czasu udaje się tam na odwiedziny. W podobny sposób czyni to Albin Kocur.

Polscy Adwentyści w Canberze

W mieście stołecznym Canberze nie ma polskiego kościoła, ale jest dość duża grupa polskich adwentystów, którzy się nie wyrzekają swych korzeni i podtrzymują na tyle ile mogą tradycje, język i powiązania z ogólnoaustralijskim życiem polsko-adwentystycznym.

Pierwszą rodziną adwentystyczną, która osiedliła się w Canberze, była rodzina dr Janusza Nurzyńskiego, który przybył w 1961 roku bezpośrednio do Canberry na zaproszenie władz państwowych, celem podjęcia pracy na National University jako fizyk atomowy.

W następnych latach przyjeżdżali inni z różnych terenów. Pastor Edward W. Kulessa z żoną Metą oraz ich syn Egon Kulessa z żoną Ligią, którzy przybyli do Australii i zamieszkali najpierw w Sydney już w 1959 r, potem w Newcastle, do Canberry przybyli w 1970 roku.

W 1964 r. osiedlił się w Canberze Adolf Kozioł z rodziną, a w 1969 r., także z rodziną, mgr. Jerzy Nurzyński z rodziną, z Newcastle, a następnie jego rodzice Stefania i Józef Nurzyńscy z Polski. Zamieszkała także w Canberze Irena Ali, z domu Motyka, siostra Wieśka Motyki z Newcastle. Z końcem 1972 r. przyjechał dr Tadeusz Niewiadomski z Polski, a rodzina dołączyła w czerwcu 1977 r.

W ten sposób utworzyła się mała grupka polskich adwentystów w Narodowym Kościele ADS w stolicy kraju. Już w 1972 w grudniu, gdy odbył się I Kongres Polonii Adwentystycznej w Eraring, zaraz po Kongresie, przybyła do Canberry grupa uczestników tego Kongresu licząca kilkadziesiąt osób, a grupa polska z Canberry liczyła także kilkadziesiąt osób i na sobotnim nabożeństwie przemawiał gość z Generalnej Konferencji. Wtedy to Starszy Zboru, a był nim Jerzy Nurzyński, poprosił o tłumaczenie kazania na język polski.

W 1974 r. przybył z rodziną br. Erwin Grzeszczyk, a w 1978 pr Jan Gomola, ojciec Herty Nurzyńskiej oraz Felicja Korzycka z córką Dorotą. W 1979 r. Ryszard Jarosławski. W międzyczasie przybywały do Canberry też inne osoby z innych miast, a także dołączały osoby tu ochrzczone, np.: Konrad Jurełło z rodziną, rodzina Józefa Bochenka, Żyłko z córką, Barczyk, P. Marciniak z rodziną. Przybył także emerytowany pr Antoni Niewiadomski z żoną. W dniach 2–6 stycznia 1975 r. odbył się na terenie Narodowego Uniwersytetu w Canberze II Kongres Polonii Adwentystycznej, a polscy adwentyści z Canberry pomagali w organizacji, a szczególnie: mgr Jerzy Nurzyński, (który pracował w tym czasie jako Chief Accountant of the Federal Government of Health, a później, jako Director of Financial Management Improvement) oraz jego brat dr Janusz Nurzyński, który pracował naukowo na National University.

Gdyby ktoś usiłował dowiedzieć się o przyczynach emigracji z Polski do Australii, to usłyszałby przeróżne odpowiedzi. Jest to zupełnie ludzkie prawo dowolnej zmiany miejsca zamieszkania. Znane są indywidualne i zbiorowe ruchy ludności, dobrowolne lub wymuszone. Opinie na ten temat mogą być różnorodne – zależnie od tego z jakiej strony patrzy opiniodawca. Zawsze istnieją różne sytuacje polityczne, ekonomiczne, religijne, które przyspieszają lub zwalniają wspomniane ruchy. Był czas i opinie, że wyjeżdżających nazywano uchodźcami — „uciekinierami” w czasie pokoju, agentami obcych wywiadów, materialistami, zdrajcami Ojczyzny itp.

Pomijając te drażliwe sprawy — fakt pozostanie faktem, że emigracja zawsze istniała, a wśród emigrantów nie brakowało też adwentystów. I tak w latach 80-tych w Canberze było już ich około 80.

Niektórzy zadają pytanie: „dlaczego polscy adwentyści w Canberze nie zorganizowali sobie kościoła, tak jak w innych miastach?”

Odpowiedzi mogłoby być dużo, a oto niektóre z nich:

Miasto stołeczne jest bardzo rozległe i byłby utrudniony dojazd, gdyby zbudowano kościół na uboczu, a Kościół Narodowy leży w samym centrum. Mała grupa nie mogłaby finansować budowę nowoczesną – bo jedynie taka wchodziłaby w grę w stolicy. Dzieci i młodzież wychowywano w kraju anglojęzycznym, kiedy jeszcze nawet nie było możliwości założenia szkoły polskiej, a więc oczywiste, że wolą mówić po angielsku. W większości młode osoby, zakładając własne rodziny, natrafiają na partnerów niepolskiego pochodzenia. Można by znaleźć wiele innych powodów, ale nie było możliwości wybudowania i założenia wyłącznie polskiego kościoła w Canberze.

Mimo wszystko Polscy adwentyści biorą jednak żywy udział w życiu kościołów, do których należą. Kiedyś był chór kościelny z przeważającą ilością Polaków. Dyrygentami byli dr Janusz Nurzyński i Erwin Grzeszczyk. Mgr Jerzy Nurzyński był wieloletnim, wielokrotnie wybieranym Starszym Zboru. Starszymi Zboru byli także: Adolf Kozioł, S.P. Marciniak i Erwin Wegner (Grzeszczyk). Polacy są też często diakonami, zarówno niewiasty (diakonise) jak i mężczyźni. Był czas, że w Canberze przebywali R. Suchanek, Tadeusz Lewandowski, Paweł Smilek oraz absolwenci Seminarium Duchownego w Polsce: Jan Janiuk, Ryszard Jarosławski, Jerzy Nurzyński i Egon Kulessa.

Było też trzech emerytowanych kaznodziejów: Jan Gomola, Edward W. Kulessa, Antoni Niewiadomski. Byli oni pionierami polskiego adwentyzmu, a po przejściu na emeryturę dołączyli do swych rodzin zamieszkałych w Canberze. Teraz po wielu latach zmagań życiowych i pracy misyjnej — spoczywają blisko siebie na cmentarzu w Canberze.

Przez cały czas swojej obecności w Canberze polscy adwentyści angażowali się w różne akcje społeczne o charakterze wychowawczym, naukowym, kulturalnym, w tym muzykę, śpiew i turystykę. Znana w Canberze Stasia Dąbrowska osobiście, będąc już w podeszłych latach, zajmuje się dokarmianiem głodnych ludzi i z tego tytułu została odznaczona przez władze państwowe.

W latach 80-tych były dwie polskie grupy Szkoły Sobotniej, ostatnio była tylko jedna. Obecnie polscy adwentyści w Canberze uczęszczają do trzech istniejących tam kościołów adwentystycznych, gdyż dla wielu odległość do zboru ma duże znaczenie. Poprzednio był tylko jeden kościół o nazwie „Canberra National.”

W centralnym Narodowym Kościele oprócz Polaków jest jeszcze 16 lub 18 innych narodowości (często — małych liczebnie) i chyba słuszna jest propozycja nadania kościołowi nazwy – Międzynarodowy Kościół Adwentystów DS.

Młody Daniel Kozioł (syn Aleksandry i Adolfa) był pierwszym studentem polskiego pochodzenia, przyjętym na Wydział Teologiczny w Avondale College — był to rok 1979. Po ukończeniu studiów pracował na terenie Great Sydney Conference (Konferencji Wielkiego Sydney) jako ordynowany pastor, a później był kierownikiem do spraw młodzieży tej Konferencji. Długoletnim skarbnikiem zborowym był Egon Kulessa, a sekretarzem był Cezary Niewiadomski. Wszyscy pozostali Polacy także byli zaangażowani do wielu prac w kościele, a jednym ze Starszych Zboru była Felicja Maurice (z domu Niewiadomska). Nestorami tego zboru były Stefania Nurzyńska i Meta Kulessa. W końcowych latach XX wieku wiele starszych osób a także niektórzy w sile wieku, z różnych przyczyn, przeniosło się z Canberry do innych miast, większość na Gold Coast, gdzie powstały polskie grupy w tamtejszych kościołach australijskich i w tych kościołach pracują aktywnie. Jedną z przyczyn dlaczego spora liczba Polaków opuściła Canberrę było to, że sporo z nich pracowało w sektorze tzw. „public servants” i po przejściu na emeryturę wolało przenieść się do cieplejszych stron kontynentu australijskiego. Obecnie w Canberze, w różnych kościołach przebywa jeszcze sporo polskich adwentystów, którzy utrzymują kontakt z całą Polonią Adwentystyczną za pośrednictwem „Wiadomości Polonii Adwentystycznej” i od czasu do czasu biorą udział w Kongresach tej Polonii. Na ostatnim XVII Kongresie, nestor polskich adwentystycznych fotografów, Adolf Kozioł, (na wszystkich Kongresach), przybył ze swoją małżonką (w 2008 roku obchodzili Diamentowe Gody) i także robił zdjęcia. Jednak w ostatnich latach grupa polskich adwentystów w Canberze bardzo się zmniejszyła[1].

Polscy adwentyści w Queensland

W Queensland nigdy nie powstał Polski Kościół ADS, ale nie znaczy to, że nie pojawili się tam polscy adwentyści. Już na początku (trudno ustalić dokładną datę) lat osiemdziesiątych znaleźli się tam pojedynczo i grupowo polscy wyznawcy Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Kiedy spojrzymy na mapę stanu Queensland to możemy zanotować pobyt ich począwszy od Cairns, Mackay, Sunshine Coast, Toowoomba, Brisbane, a najwięcej na Gold Coast oraz grupa w Stanthorpe (Południowe Queensland), a później Toowoomba — chociaż tam pojawili się najpóźniej.

Pojedyncze osoby i rodziny wywędrowały daleko na północ. W Malanda, osiedlił się Ryszard Szyfelbein z rodziną ze zboru w Oakleigh i do dzisiaj wysyłam im „Wiadomości Polonii Adwentystycznej.” Spotykaliśmy się na niektórych Kongresach. Do Mackay, w 1980 roku z Sydney wyjechała Danuta Jastkowiak i tam założyła własną klinikę zdrowia, niestety, cztery miesiące temu po trzydziestu latach wróciła do rodziców, zamieszkujących obecnie na Gold Coast i jak się dowiedziałem (14.06.09), przed kilkoma dniami zmarła w wieku 57 lat.

W czerwcu 1984 roku pojechaliśmy z żoną na „wędrujący” urlop do Queensland. Zatrzymywaliśmy się w motelach lub Caravan Park, już w samym Brisbane zatrzymaliśmy się w domu Weroniki Kovacs (mąż był Węgrem) i jej rodziny. Poprzednio była członkiem w Oakleigh, Vic. Na jej adres wysyłałem zawsze kilka egzemplarzy „Wiadomości… W sobotę byliśmy z nimi w dużym zborze australijskim Sprigwood do którego należą i tam byli także Hilda Laza z rodziną (mąż Węgier), Teresa i Zygmunt Szulcowie oraz małżeństwo Wołosiukowie z Melbourne. Do grupy polskiej tego zboru dołączyli nieco później Melania i Jan Jastkowiakowie z Sydney. Dużo później w tym zborze znaleźli się Jola i Krzysztof Rutkowscy.

Nieco później, w listopadzie 1986 roku, na Gold Coast (Labrador) przeniósł się emerytowany pr Jan Skrzypaszek z żoną Elżbietą. W 1987 roku z pomocą grupy polskiej rozpoczęto prowadzić Korespondencyjny Kurs Biblijny. Osiem osób ukończyło ten kurs, a dwie przygotowały się do chrztu.

Inna grupa polska powstała przy zborze w Southport, także na Gold Coast. Do tej grupy należeli Mieczysław i Jadwiga Ludwikowie, Ewa i Marek Niewiadomscy oraz Z. Ludwik z rodziną. Wszyscy oni udzielali się wg swoich możliwości w życiu tego kościoła. Obecnie kościół ten przeniósł się do nowego budynku kościelnego. Zbór ten przyjął nazwę Gold Coast Central, a uczęszczają do niego dawni polscy wyznawcy z Southport oraz Ryszard i Dorota Jarosławscy (z Canberry), Melania i Jan Jastkowiakowie. Pastorem tego zboru jest Sławomir Malarek, dawny pastor ze zboru w Oakleigh.

Największą i najbardziej aktywną grupę polską, powstałą na początku 1990 roku stanowili polscy adwentyści w zborze Burleigh Gardens, także na Gold Coast. Początkowo należeli do niej Piotr i Helena Lehmanowie, Julian i Helena Gajdowie, Roman i Wanda Dolivanowie, Marek i Grażyna Nurzyńscy z dziećmi, Alek i Alina Rosochaccy, W 1991 roku do grupy polskiej dołączyli Jerzy i Herta Nurzyńscy z Canberry oraz matka Stefania Nurzyńska. Polska klasa Szkoły Sobotniej była bardzo żywa i dzięki pracy komputerowej Jerzego Nurzyńskiego często używano projekcji filmowej nie tylko w Szkole Sobotniej, ale niekiedy w zborze. Polscy wyznawcy piastowali często urzędy zborowe: starszego zboru (R. Dolivan J. Nurzyński, który był także skarbnikiem) itp. Do zboru tego należeli także emerytowany pastor Stanisław Rafanowicz i jego żona Janina, Danuta Hoffman i inni. Dystrybucją „Wiadomości Polonii Adwentystycznej,” które docierają na Gold Coast zajmuje się Roman Dolivan.

Obecnie od października 2006 roku powstał nowy australijski zbór pod nazwą Surfers Paradise. Do tego zboru przeniosła sie większość polskich wyznawców zboru w Burleigh Gardens. Między innymi skarbnikiem tego zboru jest Jerzy Nurzyński. Tam też dobrze pracuje polska klasa Szkoły Sobotniej.

Na łamach „Wiadomości Polonii Adwentystycznej” ukazało się kilka wzmianek o polskich adwentystach, którzy uczęszczają do zborów anglo-języcznych we wschodniej części Queensland od Cairns do Gold Coast na południu. Od czasu do czasu, przy różnych okazjach, a między innymi z powodu przyjazdu gości z polskich zborów z Melbourne, Adelaide i Sydney, spotykają się gdzieś na jednym miejscu, często na łonie przyrody, na pikniku, aby spędzić wspólnie czas.

Na Gold Coast bywały okazje, które łączyły niemal wszystkich członków grup polskich z poszczególnych zborów. A były to szczególne okazje: jak urodzinowe, np. 90 rocznica urodzin Piotra Lehmana lub 96 rocznica urodzin Stefanii Nurzyńskiej, Złote Gody (A. i A. Sochaccy — 55 osób obecnych), albo też chrzest. W sobotę dnia 29 października 2005 roku odbył sie chrzest Adele, córki Elżbiety i Zdzisława Ciuków. Na tę uroczystość przybyli rodzice, a dla Adele dziadkowie, Majchrowscy i Ciukowie oraz ciocie Alicja i Joanna, a także wielu polskich wyznawców z różnych zborów. Z. i E. Ciukowie z dziećmi należą do australijskiego zboru w Nerang. Uroczystość chrztu w wodzie morskiej dokonał pastor tego zboru. Nie sposób wymienić wszystkich polskich wyznawców, ale na tego rodzaju spotkaniach bywa niekiedy do 35–40 osób, a przecież nie wszyscy przychodzą. O tych spotkaniach i uroczystościach można przeczytać w „Wiadomościach Polonii Adwentystycznej.” Pisali o tym Jerzy Nurzyński, Andrzej Napora i Eugeniusz Majchrowski.

Jest jeszcze jedna grupa polska, która odgrywała pewną rolę w rozwoju kościoła australijskiego w Stanthrope, w Południowym Queensland. Na 140 członków tego zboru grupa polska, która zorganizowała się i utworzyła polską klasę Szkoły Sobotniej, powstała w początkach 1983 roku, liczyła 27 osób. Część polskich wyznawców, z uwagi na mieszane małżeństwa, uczęszczała do klas angielskich. W tej grupie ochrzczono 3 osoby dorosłe i 5 z młodzieży. Do grupy tej dołączyło małżeństwo M.M. Drasnerów z Czechosłowacji.

Polacy w tej grupie zajmowali stanowiska od starszego zboru do nauczycieli dzieci w Szkole Sobotniej. Poza tym brali udział we wszystkich akcjach misyjnych prowadzonych przez miejscowy zbór. Pożyteczną działalność w dziedzinie zdrowia rozwijała Henrieta Kitowa prowadząc klasy zdrowego gotowania oraz kursy stosowania naturalnych sposobów leczenia, a także udzielała się w prowadzeniu lekcji biblijnych. Jeden z członków grupy polskiej, Ernest Wojnar, żona Irena, zajmował się kolportażem literatury adwentowej. Potem po ukończeniu odpowiednich studiów, rozpoczął pracę w kościele i pracuje obecnie jako pastor w zborach australijskich.

A oto niektóre osoby (nie wszystkich udało się zanotować), które tworzyły grupę polską: Henryk i Krystyna Lewandowscy, a także Tadeusz i Wiktoria Lewandowska z dziećmi, Kazimierz i Wanda Kuźniarscy, Regina i Karol Kuźniarscy, Karol i Zuzanna Szalbotowie, Rudolf i Irena Suchankowie, Gustaw i Wanda Jurek, przybyli z Północnego Terytorium — zostali ochrzczeni w Stanthrope, Drabińscy, Henryk Pysio, Julian i Gienia Plewowie, S. Z. Bochenkowie, B. Kadwany, Obecnie grupa ta zmalała i zmalało zamówienie na ilość wysyłanych egzemplarzy „Wiadomości Polonii Adwentystycznej.” Część członków powróciła do macierzystych polskich zborów, kilka osób zmarło, inni się przenieśli. Nie mniej w dalszym ciągu są tam polscy wyznawcy, o których pamiętamy. Byli tam jeszcze Teresa i Alek Krzempek z synami, ale wyjechali, najpierw do Toowoomba, a potem powrócili do Adelaide.

Do tych wszystkich grup polskich w Queensland należy także włączyć grupę z Sunshine Coast, na północ od Brisbane. Co prawda niewiele się o niej pisało nawet w „Wiadomościach…,” ale tę grupę kilkakrotnie słyszeliśmy w dobrym wykonaniu na Kongresach i Festiwalach muzycznych. Śpiewają, a także niektórzy grają i to zarówno starsi jak i młodzi oraz dzieci. To co udało mi się ustalić, to do tej grupy należy zaliczyć: Lutka i Barbarę Dydułów, ich syna, Pawła z żoną Vivien (z domu Baron) i dziećmi, matkę Vivien, Edytę Baron. Następnie Adama Pińkowskiego z rodziną. Są tam jeszcze inne osoby, które widziałem na wspomnianych występach, ale nie znam ich z imienia, a nie wszyscy przyjeżdżali.

Oblicza się, że na terenie Queensland przebywa około 80 osób z polskich wyznawców adwenty­zmu[2].


[1]      Pol. Adwent. w Austr. s. 41-43./ WPA 2/1987 s.22./ 3/1998 s.23./ 1-2/2002 s.26-27.

[2]      Pol. Adwent. w Austr. s.43-44, WPA 4/1996 s.28.-29, WPA 4/1999 s.39, WPA 4/2001 s.43, 4/2002 s.37-38, WPA 4/2002 s.37-38./ WPA 4/2003 s.29./ WPA 4/2005 s.43./ WPA 1-2/2007 s.38.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: