Wiersze Andrzeja (16)

Vintage manuscript conceptMłody

Czasami powtarzamy coś bo usłyszeliśmy od kogoś kto wiedział lepiej.  A inni powtarzają po nas bo myślą że my wiemy lepiej.  I tak dzień po dniu, rok po roku, aż w końcu ktoś przerwie łańcuch tradycji i zacznie myśleć.  Andrzej właśnie tak uczynił i stworzył coś nowego.  Przeczytajmy.

Młody

Dosyć mam takiego życia,
Gdzie nie ma zabawy ani picia.
Tylko praca w pocie czoła,
A tu długi dookoła.
Pojdę sobie w świat szeroki,
Poodwiedzam inne drogi.
Poodwiedzam inne kraje,
Tam się milionerem człowiek staje.
A tu prawa się trzymają,
Wolności nie dają.
Do kościoła chodzić trzeba,
Iść przez ciernie do nieba.
Znam tych świętych doskonale,
Co w sabat zakładają maskujące ubranie.
Dość obłudy maskowania,
Poszukam innego mieszkania.
Jeszcze dzisiaj się spakuję
I stąd wnet odmaszeruję.
Pozabieram swe zabawki,
I poszukam innej trawki.

Starszy

Nie odchodź synu do świata.
Nie idź tam, bo biada.
Może będziesz miał miliony,
Lecz będziesz na wieki zgubiony.
Nie patrz na ludzi, ale na Boga,
On pomoże, kiedy serce ogarnie trwoga.
Posłuchaj tej rady mój przyjacielu,
Nie odchodź, bo zginiesz jak wielu.

Młody

Nie truj dłużej przyjacielu,
Tak ginie ludzi wielu.
Ale chociaż zabawę mają,
I wolności zażywają.
Tam muzyka, tam zabawa.
Tam bardziej zielona rośnie trawa.
Jak się znudzę to powrócę.

Stary

A jak nie zdążysz powrócić?
Jak nie zdążysz się nawrócić?
To życie wieczne straciłeś,
Na wieki się zgubiłeś.

Młody

Życia przede mną długie lata,
Użyję teraz świata.
A jak będę w starszym wieku,
To powrócę tu, człowieku.
Bez długów, bogaty,
Ubrany w cudowne szaty.
Na widok mojego samochodu
Szczęki wam powypadają.
‘Oto pan Edek’ poznają.

Starszy

Świat pułapki wciąż zastawia,
Możesz nie przeżyć do rana!

Młody

Postanowiłem, odchodzę,
Będę sam sobie panem na drodze!
(wychodzi, wchodzą 2 osoby)

Starszy

Odszedł dzisiaj Edek drogi,
Przekroczywszy świata progi.
Odszedł mój syn umiłowany,
W kościele od małego chowany.
Bracia proszę o modlitwę,
Aby Bóg go odmienił,
Jego myśli zmienił.
Wszyscy przecież jego znacie,
Wszyscy przecież go kochacie.

Osoba 1

Dobrze, będziemy w modlitwie o nim pamiętali,
Do Boga za nim wołali.

Osoba 2

Oczywiście bracie i innych poprosimy,
Modlitwy łańcuch ustawimy.
Aby go Bóg sprowadził,
Na nowo do zboru przyprowadził.
(Starszy wychodzi)

Osoba 1

Taki święty a syn z domu ucieka.
Wyszła na jaw obłuda człowieka.
Zobacz moi synowie przy Bogu się znajdują,
W kościele nauczycielstwem się zajmują.
Co Edek zrobił? To łatwo przewidzieć było,
Dziwne pytania zadawał i tak się skończyło.

Osoba 2

Prawda Bóg oczyszcza zbór swój, a syn mój.
Przecież wiesz on po świecie się nie włóczy,
Na pastora się uczy!
Dobry Bóg zło odrzuca,
Plewy z kościoła wyrzuca.
Słowo daliśmy, to się pomodlimy,
Ale on też nie jest bez winy.
Tam na pewno były kłótnie i swary
A nie tak jak mówi pierwszy stary
(wychodzą, Młody siedzi przy stole, podchodzi do niego dziewczyna)

Dziewczyna

Kto ty jesteś? Nie znam ciebie.
Witaj w naszym niebie.
Jak widzisz czas wesoło tu spędzamy
Wszyscy się tu znamy.
Jesteś tutaj pierwszy raz?
Baw się z nami wraz!

Młody

Widzę żeś nie nastawiona wrogo,
To prawda, nie znam tu nikogo.
Dwa dni jak z domu wyjechałem
I tutaj przyjechałem.
Trzeba by coś zacząć robić
Aby coś zarobić.

Dziewczyna

Widzę, że ciężko pracowałeś,
Dużo też trenowałeś.
Jeśli niczego się nie boisz
I w cierpliwość się uzbroisz,
Jutro tutaj się spotkamy
I wszyściutko obgadamy.
Teraz odrzuć na bok troski
Niech będzie czas zabawy boski
(wychodzą, do siedzącego przy stole Młodego podchodzi dziewczyna z chłopakiem)

Dziewczyna

To jest młody o którym tobie opowiadałam,
Którego wczoraj poznałam.
Młody, silny, wysportowany,
Na wszystko zdecydowany.
Pracy potrzebuje,
W naszym niebie przesiaduje.
Może by go przetestować?
Można wypróbować.

Chłopak

(ściąga okulary i krzyczy)
Edek! Co nie poznajesz mnie stary?
Razem chodziliśmy na wagary!
W szkole razem rozrabialiśmy
W jednej ławce siedzieliśmy.
Ty o Bogu coś gadałeś,
Mózg wyprany prawie miałeś.

Młody

Jurek! Ile to lat już przeminęło?
Ile czasu upłynęło?
Ja z domu wyjechałem,
Dosyć tego miałem.
Chcę powietrzem pooddychać.
Co u ciebie słychać?

Jurek

Mów do mnie ‘Iks,’
Tak mnie nazywają,
Tak mnie w mieście znają.
‘Bi’ już poznałeś.
Dobry czas zabawy miałeś?
Od dzisiaj młodym się nazywasz,
Pracę już rozpoczynasz.
Dziś w nocy pierwsze zadanie,
Mam z wujkiem spotkanie.
Ty po prawej ręce stajasz
I ochronę mi dajesz.
W razie czego w zęby wal,
Urządzimy sobie bal.
To niebo jest moje,
Teraz jest i twoje.
Ty mi pomagałeś,
Zawsze w mojej obronie stawałeś.
Słuchajcie wszyscy młodego ponad życie swoje.
On tu króluje, ja tak decyduję.
Idziemy, Bi nauczy cię strzelania.
To dla niej super zabawa
(wszyscy wychodzą)
(Przeminęło 20 lat, do kaplicy wchodzi człowiek w czarnych okularach. Podchodzi do pastora)

Pastor

Oto człowiek (wskazuje na niego ręką)

Młody

Co ode mnie chcesz?
Po co mnie wezwałeś?
Czy wiesz kim jestem?
Czy ty zgłupiałeś?

Pastor

Ja ciebie nie wzywałem,
Ja ciebie nie wołałem.
Nie wiem po co zostałeś wezwany (zamyka oczy)
Lecz wiem od kogo głos ten dany.
W bogactwie lata przemijały,
Choć rany czasem zadały.
Jak dom opuściłeś,
Coś w sercu dusiłeś.
Wszystkie dzieci koło samochodu twojego się zebrały.
Aż im szczęki poupadały.

Stary

Synu wróciłeś!
Bóg króluje.
Jezus modlitwy wysłuchuje!
(Młody siada na podłodze)
Ojciec! Gdzie ja się znajduję?
Coś strasznie w głowie kłuje.
Te mury, te twarze, jakbym je znał.
A może’m tylko sen miał?

Pastor

(patrzy prosto w oczy i mówi)
Ty jesteś Młody,
Tak ciebie wołają,
Tak ciebie w całym kraju znają.
Powiedz o tym bogactwie,
Czy szczęścia zaznałeś?
Czy pokój serca miałeś?
Powiedz ile razy o swoje życie się bałeś?!
(Młody wstaje i krzyczy)
Przestań! Moje życie moja sprawa,
A tobie od tego wara!
Robię co chcę, ja jestem panem,
Panem a nie łachmanem!
Niech tylko ojcu się coś stanie,
To ja tu wrócę
I ten budynek w pył obrócę!
(chce wyjść)

Pastor

(rozkazującym głosem)
Edek stój,
posłuchaj co mówi Pan twój.
(Młody zatrzymuje się, odwraca, i zdziwiony mówi)
Edek tak do mnie przez lata nikt nie powiedział,
Nawet jeśli wiedział.
Bo się bali, aby zapłaty nie dostali.
Ty się nie boisz więc mów,
Mam dwie minuty, posłucham twoich słów.

Pastor

Kiedy tu chodziłeś, ja dzieckiem byłem,
Po kryjomu, to co ty, robiłem.
Byłeś silny, na instrumentach grałeś,
W grupie młodszych posłuch miałeś.
Zawsze mówiłeś, że chcesz mieszkać w nowym złotym mieście,
A wiec zrób to nareszcie!
Pamiętasz? mówiłeś Jan 3:16

Młody

Jak? co? kto?

Pastor

Ewangelia Jana rozdział trzeci wiersz szesnaście!
Przypomniałeś sobie właśnie!

Młody

(zaczyna powoli mówić)
Albowiem… tak Bóg… umiłował… świat, że syna swojego jednorodzonego dał, ażeby każdy kto weń wierzy,
kto weń wierzy (pada na kolana) nie zginął ale żywot wieczny miał (z płaczem krzyczy)
Wybacz panie, niech twoja wola się stanie.

Pastor

(podchodzi do klęczącego, podnosi go i mówi)
Oto do domu dzisiaj wróciłeś,
Z dalekiej drogi powróciłeś.
Bóg cudów dokonuje,
Bóg na niebie króluje.
Bóg wspaniały i łaskawy,
Bóg jest zawsze godzien chwały.

Andrzej Tomasiuk 23.02.2013

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: