Stworzenie oczami Mojżesza (2)

Dzień5

Pierwsza część jest tutaj.

Kończył się czwarty dzień.  Niebo wdziało już nocny strój.  Księżyc też już wyszedł i wszystko wyglądało tak jak wieczorem przy namiocie kiedy razem z Syporą spoglądaliśmy w niebo a synkowie pytali co to są gwiazdy i starali się je policzyć.  Głos przerwał moje marzenia mówiąc: „Niech zaroją się wody i powietrze mnóstwem żywych istot.”  Zauważyłem wtedy że stoję obok małego strumyka.  Podszedłem bliżej aby nic nie przegapić, uklęknąłem, i w pierwszych promykach słońca widziałem przeróżne żyjątka poruszające się w kryształowej wodzie.

Kiedy ochłonąłem już z pierwszego wrażenia, znalazłem się w jakiś dziwny sposób nad morzem.  Tam też widziałem różne zwierzęta.  Wszedłem do wody aby lepiej się przyjrzeć temu co tam się działo i zanim się zastanowiłem nad tym co robię, jakaś dziwna ryba z wąskim nosem wpłynęła pode mnie i zabrała na mój pierwszy rejs.  Trzymałem się jej mocno zwłaszcza kiedy zanurzyłem się po szyję, ale za chwilę wylecieliśmy w powietrze, potem drugi raz i trzeci.  Za każdym razem spadaliśmy głębiej pod powierzchnię wody.  Tam też widziałem piękne kolorowe rośliny oblepione kwiatami oraz mrowie przeróżnych kolorowych istot.  Kiedy płynęliśmy z powrotem, towarzyszył nam hufiec ryb podobnych do tej na której siedziałem.  Zsiadłem w pobliżu brzegu, a mnóstwo innych ryb i zwierząt otoczyło mnie, wystawiało swoje noski z wody jakby chciały mnie przywitać jako honorowego gościa wód.

Nieco dalej od brzegu widziałem większe stworzenia wyskakujące z wody i cieszące się życiem.  A bardzo daleko, chyba gdzieś na końcu morza, pływały jeszcze większe stworzenia.  Gdybym nie wiedział że Jahwe stworzył wszystkie stworzenia wzajemnie się miłujące to być może powiedziałby za różnymi legendami usłyszanymi w Egipcie że są to potwory morskie z którymi musieli walczyć siłacze aby stać się bogami.  Jakże dobrze jest znać prawdę i wiedzieć że wszystkie zwierzęta, nawet te największe, są dziełem rąk Jahwe, który miłuje ludzi, rośliny i zwierzęta.

Kiedy stałem jeszcze nad brzegiem i wielkie potwory machały do mnie ogonami na pożegnanie, usłyszałem za sobą piękne dźwięki.  Były one nieco inne od tych wydawanych przez zwierzątka wodne.  Skierowałem się więc w kierunku drzew aby przyjrzeć się bliżej radosnej zabawie której dźwięki napełniały całe powietrze.  Były to małe ptaszki którym dopiero rosły piórka, inne uczyły się fruwać skacząc z gałązki na gałązkę.  W miarę jak rosły, ich upierzenie pokrywało się kolorami a ich pieśni stawały się piękniejsze i piękniejsze.  Niektóre z nich miały duże dzioby, inne długie nogi, jeszcze inne długie pióra jak wstęgi.  Zauważyłem też że coraz więcej ptaków pracowało przy budowie gniazd.  Na pewno wiedziały że za niedługo będą iść spać, a bez gniazda jest to trudne do zrealizowania.  Chodziłem tu i tam nie wiedząc na co lepiej patrzeć, bo co chwilę pojawiało się coś bardziej pochłaniającego moją uwagę, a w sumie to nie sposób wszystkiego ani zobaczyć ani opowiedzieć.

Bojąc się patrzeć w górę, zauważyłem tylko kątem oka że wysoko nad ziemią krążyły jakieś duże ptaki.  Wydawało się że zawieszone są na niczym i grzeją się w cieple słońca.  Pomyślałem sobie zaledwie że byłoby wspaniałe przelecieć się tak jak ptaki, pobujać się jak żagiel na wietrze, pogrzać w promieniach słońca i osuszyć swoje ubranie… a ujrzałem jakiś cień jakby ktoś zarzucił mi na głowę wielki namiot.  Potem poczułem jakiś wielki wiatr, coś na mnie spadło, złapało, i z wielkim trzepotem uniosło w górę.  Zanim zdążyłem się otrząsnąć z ostatnich wrażeń, byłem już wysoko ponad ziemią i oglądałem prześliczną zieleń oraz kolorowe kwiaty i owoce.  Nie było tu słychać żadnego wiatru bo wisieliśmy tam gdzie był wiatr i szybowaliśmy razem z nim.  Wkrótce zaczęliśmy opadać.  Rozejrzałem się szybko w różnych kierunkach aby zobaczyć jak wielki jest okrąg ziemi i z dala na horyzoncie widziałem duże morze dokoła ziemi.  Kiedy wielki ptak wylądował na ziemi, niebo już zaczęło ciemnieć i dopiero zdałem sobie sprawę z tego jak krótki jest dzień kiedy człowiek nie może zliczyć wszystkich cudów Bożych.

Zastanawiałem się właśnie nad tym skąd wzięły się ptaki?  Rozumiałem że żyjątka wodne powstały w wodzie i tam też pozostały.  Ale ptaki nie mogły powstać w wodzie bo utopiłyby się zanim zdołałyby wydobyć się na powierzchnię.  Widziałem też że na pewien czas przed zachodem słońca ptaki wodne wiły gniazda na wodzie i nurkowały pod wodę, ale kiedy były malutkie to gdzie wtedy były?  Nie widziałem żadnych gniazd kiedy ptaszki porastały piórkami, a te gniazdka które były w budowie nie były jeszcze gotowe do zamieszkania.  Być może są już dokończone do tej pory i wszystkie ptaki po raz pierwszy śpią już w swoich własnych domkach.  Nie wiem też skąd się wziął i gdzie się podział ten wielki ptak który zabrał mnie na swoje skrzydła aby pokazać jak wielka jest ziemia.

Kiedy myślałem że już nastąpił koniec wydarzeń dnia, usłyszałem Głos: „Niech zwierzęta wodne rozmnażają się i napełniają wody, a ptactwo latające nad ziemią niech się rozmnaża na ziemi.”  Brakowało mi tych słów bo nie wiedziałem dlaczego ptaki mają latać nad ziemią, a jednak wiele z nich nurkuje pod wodę.  Chociaż kaczki pływają po wodzie i wiele razy nurkują pod wodą, to jednak ich miejsce rozmnażania nie jest w wodzie, tak jak to jest z rybami, ale tam gdzie jest powietrze.  Gniazda mogą być na wodzie, na trawie, na drzewach… wszędzie tam gdzie jest powietrze.  A oprócz tego ptactwo ma skrzydła i może latać w powietrze, a inne istoty nie.  Jaskółki znajdują pokarm w powietrzu, kury na ziemi, a flamingi w wodzie.  Niektóre ptaki lecą w powietrze i z lotu nurkują pod wodę aby tam znaleźć pożywienie, ale nie oddychają w wodzie, gdyż ich miejsce jest ponad wodą.

Dzień6

Była znowu noc.  Znowu gwiazdy migotały zawieszone w nieskończonej przestrzeni i księżyc wychodził na niebo.  Tyle się do tej pory działo że nie zdążyłem wszystkiego zauważyć.  Zacząłem teraz zastanawiać się nad tym co się wkrótce może stać, a był to już szósty dzień stwarzania.  Na Górze podał Jahwe w przykazaniach że w siódmym dniu odpoczywał, a więc wszystko co miało być jeszcze stworzone odbędzie się już za chwilę.

Było jeszcze ciemno, a Głos oświadczył: „Niech wyda ziemia istoty żywe zamieszkujące na niej.”  Od razu zacząłem obserwować co się dzieje dokoła.  Usłyszałem jakiś dźwięk jakby małego jagnięcia.  Popatrzyłem w dół i zobaczyłem zielone ślepka błyszczące w świetle księżyca.  Schyliłem się i wziąłem maleństwo na ręce ale zanim rozpoznałem że to puma, zwierzątko było takie duże i ciężkie że musiałem postawić je z powrotem na ziemię.  Puma oparła się o mnie że aż się zachwiałem, ale z tyłu oparła się o mnie druga puma, tak więc nadal stałem.  Potem obie pumy pobiegły gdzieś w ciemność nocy a inne zwierzęta czekały w kolejce abym je pogłaskał.

Tymczasem słońce już wzeszło i mogłem dokładnie widzieć przeróżne zwierzęta, nawet słonie, żyrafy i nosorożce.  Nikt się nikogo nie bał a większe zwierzęta uważały aby nie zrobić krzywdy mniejszym.  To był raj w jakim chciałbym pozostać na zawsze.  Wszystko utkane było ze szczebiotu ptaków i przyjaźni.  Nie obawiałem się podejść do żadnego ze zwierząt choć niektóre miały wielkie rogi, zęby lub kopyta.  Wiedziałem że to co słyszałem od moich przodków będąc jeszcze małym chłopcem było absolutną prawdą.

Nagle coś miękkiego i ciepłego objęło mnie i uniosło w górę.  Zatrzymałem się tuż nad jakąś głową z wielkimi oczami.  Muszę przyznać że nigdy przedtem nie widziałem słonia z takiego punktu widzenia.  Przyjrzał mi się dokładnie i włożył mnie sobie na głowę.  Ani to skakać ani nie ma po czym schodzić.  Popatrzyłem więc na wszystko dokoła dopóki nadarzała się okazja.  Stad nawet żyrafy nie wydawały się takie wielkie.  Ale kiedy patrzyłem w dal, to końca nie było widać.  Nawet horyzontu nie było widać tak jak na pustyni, bo wszędzie gdzieś coś rosło.  Po pewnym czasie słoń ściągnął mnie trąbą i postawił na ziemię.  Odetchnąłem z ulgą kiedy znowu mogłem stanąć na czymś co się nie rusza ani huśta.

Z dość dużej odległości usłyszałem Głos: „Uczyńmy człowieka na nasz obraz, niech opiekuje się wszystkim co stworzone.”  Zmartwiłem się trochę że byłem z dala od akcji, ale położył się obok mnie wielbłąd jakby zapraszając mnie na swojego garba.  Nie dałem się długo prosić gdyż taka gratka nie często się zdarza, zresztą wiedziałem że na wielbłądzie szybciej dotrę do miejsca z którego słyszałem Głos.  Tak się też stało, pognaliśmy szybciej niż wiatr.  Już się obawiałem że się spóźnię, ale chyba nie.  Adam był stworzony nieco inaczej niż wszystkie zwierzęta.  Ta puma którą wziąłem na ręce ostatniej nocy była małym kociakiem, a za chwilę nie mogłem już jej utrzymać.  Kiedy postawiłem ją na ziemi była już prawie dorosła.  Adam natomiast był od samego początku zupełnie dorosły, upłynęło zaledwie kilka chwil od czasu kiedy wielbłąd zabrał mnie na miejsce akcji.  Wszystkie zwierzęta i ptaki które widziałem wczoraj i dziś nie miały ani piór ani futra kiedy były małe, a Adam miał wspaniałe ubranie.  Co prawda jego ubranie było wiele lepsze niż moje, nie takie falbaniaste jak moja tunika, ale miał je od samego początku i na pewno nie musiał go ani reperować ani prać.  Jego skóra była taka zdrowa i rumiana, a ubranie miało brązowy odcień.  W istocie sprawy było ono zrobione z czegoś podobnego do mgiełki i lśniło podobnie do słupa obłoku na pustyni.

Wtedy Głos powiedział Adamowi aby nazwał wszystkie zwierzęta jakie tylko zobaczy.  Ucieszony takim poleceniem Adam wziął się do roboty.  Zobaczył dwa ptaki, nazwał je ‘kura i kogut.’  Zobaczył zwierzęta ubrane w wełniane ubranka i nazwał je ‘owca i baran.’  Podszedł do wielbłąda na którym właśnie siedziałem a potem drugiego którego dopiero zauważyłem, nazwał ich ‘wielbłąd i wielbłądzica’ i odwrócił głowę tak jakby mnie nie było.  Widocznie w drodze kiedy wielbłąd gnał ze mną jak wiatr stałem się niewidzialny.  Nigdy w życiu nie byłem jeszcze niewidzialny, choć wiele razy życzyłem sobie aby mnie nikt nie widział.  Widzę że u Boga wszystko jest możliwe.  Tymczasem Adam poszedł dalej zapoznając się z innymi zwierzętami i nadając im imiona, a ja siedziałem na grzbiecie wielbłąda i przyglądałem się wszystkiemu co się działo dokoła.

Po pewnym czasie ni stąd ni owąd pojawił się jakiś dziwny obłok.  Wisiał wysoko nad głowami, i spadał z niego snop światła na ziemię.  Cały snop utkany był jakby z mgiełki która lśniła tak samo jak słup obłoku na pustyni — bardzo jasno ale nie raził.  Poruszał się jakby żył, ale różnił się od wszystkiego co do tej pory widziałem.  Przyglądałem się mocno bo ten obłok mnie niemal zauroczył swoim wyglądem.  Napawał jakimś dziwnym uczuciem, tak jakby to sam Jahwe mieszkał w jego środku.

Kiedy Adam nadszedł i zauważył Obłok, stanął przed nim jakby w głębokiej zadumie nie wiedząc co ma robić.  Nie było to żadne zwierzę które miał nazwać, poza tym wygląd przerażał swoim majestatem.  Po chwili odezwał się Głos, jakby z pośrodku Obłoku: „Niedobrze jest człowiekowi samemu.  Mam dla niego niespodziankę.”  Tymczasem słońce pochyliło się ku zachodowi a na niebie połyskiwały pierwsze gwiazdy.  Zorientowałem się że ten Obłok wyglądał tak samo jak ten który wypełnił przybytek kiedy ten został ukończony.  A Głos był ten sam z którym wielokrotnie rozmawiałem na pustyni.  Serce zaczęło mi łomotać z wrażenia.  Nigdy nie pomyślałbym że Jahwe tak potrafi się ukazać człowiekowi że ten nie musi umierać.  A więc to był ten sam Głos który słyszałem przy gorejącym krzewie i ten sam Głos który słyszał pradziad Abraham i inni patriarchowie.

Wtedy Głos powiedział: „Rozmnażajcie się i napełniajcie ziemię.  Opiekujcie się wszystkim co stworzyłem.  Za pokarm daję wam owoce i rośliny które wydają owoce, a wszystkim zwierzętom daję za pokarm pozostałe rośliny.”  Wiem że ptaki lubią jeść owoce, ale jest to pokarm przede wszystkim dla ludzi.  Wiem też że narodu Izraelskiego nie byłoby już przez wiele lat gdyby nie zboże z siedmiu urodzajnych lat w Egipcie.  Dlatego domyślam się że nie chodzi Głosowi o to co wolno jeść a co nie wolno, bez względu na to czy chodzi o ludzi czy zwierzęta, ale chodzi o to co jest najlepsze.  Oczywiście człowiek jest tym najwyższym stworzeniem po Bogu który ma dbać o całą ziemię; nie tylko o to co aby sam miał co jeść.  Należy dbać również o to co mają jeść wszystkie zwierzęta, i to nie tylko dzisiaj, ale również w przyszłości.  Dlatego też trzeba dbać również o to aby woda i powietrze były czyste i aby nie wyginęła roślinność bo wtedy zabraknie pokarmu dla ludzi i zwierząt.  Nie należy też niszczyć tego co mamy, bo inni mogą to potrzebować, a być może my sami też kiedyś będziemy w potrzebie i będziemy chcieli żeby inni podzielili się z nami tym co mają.

Gdy tak rozmyślałem, księżyc już kończył swoją wędrówkę po niebie, a na wschodzie pojawiła się zorza poranna.

Dzień7

Nie wiedziałem gdzie się podział mój wielbłąd i jak się to stało że leżałem na trawie.  Przecież przyrzekłem sobie pilnie obserwować wszystko a tu znowu wypadłem z kursu.  Mam nadzieję że nie straciłem zbyt wiele.  Stanąłem na równe nogi zastanawiając się gdzie odbywa się akcja.  Nie musiałem długo czekać.  Adam się przeciągnął tuż obok, powstał z miękkiej murawy, i prawdopodobnie planował szukać zwierząt i nadawać im imiona.  Rozglądał się jednak dokoła tak jakby nie wiedział w którym kierunku się udać.

Nagle na niebie pojawił się Obłok i zajaśniał pięknym światłem w porannym słońcu.  Następnie spłynął na ziemię słup światła tuż przed Adama.  Odezwał się też Głos: „Dzisiaj jest Sabat, wielkie święto, dzień przyjaźni między Jahwe i wszystkim co stworzył.  Radujmy się i cieszmy , bo dobry jest Pan.”  Snop światła uniósł się nieco do góry, a tam gdzie był snop światła, teraz stała Ewa.  Adam popatrzył na nią, potem na swoje ręce i nogi, i zauważył że Ewa nie pasuje do żadnej istoty których setki nazywał dzień przedtem, ale tylko do niego.  Ciągle pod wrażeniem nazywania wszystkich par które spotkał nazwał siebie ‘isz’ a Ewę nazwał ‘isz-sza,’[1] gdyż, jak wyjaśnił, są tego samego rodzaju, z tej samej pary.  I tak zaczął się poranek siódmego dnia, Sabatu.

Wtem odezwał się Głos: „Adamie i Ewo, rozmnażajcie się i wypełniajcie ziemię.  Opiekujcie się wszystkim co stworzone.  Za pokarm daję wam wszelkie rośliny wydające nasienie oraz drzewa wydające owoce, a wszystkim innym istotom poruszającym się po ziemi daję wszystkie zielone rośliny.”  Zauważyłem że Adam i Ewa doskonale rozumieli co Głos do nich mówił gdyż zaraz poszli do najbliższego drzewa z przepięknymi owocami, zerwali jeden z nich i zaczęli jeść.  W międzyczasie różnorodne zwierzęta zaczęły się do nich łasić, a oni zrywali trawę lub gałązki i podawali im do pyszczków.  Z radością przyglądałem się naszym przodkom jak szli między krzewami po bujnej trawie i wraz ze zwierzętami podziwiali kolory, kształty, smaki, harmonię i przyjaźń.  Mógłbym tak patrzeć całą wieczność, ale moje zauroczenie przerwał jakiś znajomy ruch.  To Sypora wtulała się we mnie kiedy chciała być bliżej niż się to dało zrobić.  Czekałem później przez dłuższą chwilę z myślą że ponownie zobaczę scenę z ogrodu w Edenie, ale bezskutecznie.

Co napiszę?

Zacząłem się więc zastanawiać jak opisać wszystko co widziałem i słyszałem.  Dużo rzeczy przegapiłem, dużo nie zrozumiałem, ale nie muszę przecież pisać o wszystkim.  Są jednak takie rzeczy o których muszę coś napisać bo inaczej musiałbym przemilczeć cały dzień!  Nie rozumiałem na przykład czy te srebrne, błyszczące ziarenka które widziałem pierwszej nocy to były gwiazdy czy nie.  Wyglądały jak gwiazdy ale Głos powiedział pierwszego dnia „niech stanie się światłość,”[2] a lampy niebieskie[3] były stworzone dopiero w czwartym dniu.  A tę wielką światłość którą widziałem niedługo potem to też musiała być ‘światłość’ a nie źródło światła jak ognisko lub pochodnia.  Zresztą ten ogień którego odblaski widzę teraz przez otwarte drzwi namiotu to też jest światłość, a przecież nic się nie spala aby było jasno.  Napiszę więc że pierwszego dnia stworzył Bóg światłość bo tak powiedział Głos, a czwartego dnia Bóg stworzył lampy, bo to też Głos powiedział.  Wspomnę jednak gwiazdy w opisie czwartego dnia, bo inaczej nie powiedziałbym nic na ich temat.

Wiem ze szkól egipskich że zawsze należy napisać jakiś tytuł i wstęp kiedy pisze się takie rzeczy jak kronika ludu wybranego.  Mam już tytuł do opisu stworzenia świata i miałem go już przez długi czas — „Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię.”  Zakończenie też już znam przez długi czas — „Tak Bóg dokonał stworzenia nieba, ziemi, i wszystkiego co w nich jest.”  Jednak ze wstępem mogę mieć nieco problemu.  Nie wiem przecież co było przedtem.  Właściwie to nic nie było przedtem, gdyż mówimy o początku wszystkiego co zostało stworzone…  Ale chwileczkę!  Zanim Głos powiedział „niech stanie się światłość” musiała być bezkresna ciemność czarna jak najciemniejsza noc.  Zanim Głos powiedział: „niech powstanie sklepienie pośród wód” musiała być gdzieś ta woda w której powstało sklepienie.  A woda na której unosiłem się całą noc też była ogromna jak wody potopu.  A kiedy Głoś powiedział „niech wody rozleją się na boki aby ukazał się suchy ląd” to ten ląd też musiał się skądś wziąć, a więc muszę go umieścić w moim wstępie.  Sam Głos też musiał gdzieś być, gdyż to właśnie on mówił „niech stanie się światłość” od którego wszystko się rozpoczęło.  Mam więc już cały wstęp, potrzebuję tylko światłości słonecznej która niebawem nadejdzie i jeśli Obłok nie ruszy się z miejsca, będę mógł zaczynać pisanie kroniki narodu wybranego począwszy od Adama i Ewy i skończywszy na obecnych czasach włóczęgi po pustyni.

Trzecia część jest tutaj.


[1]        ‘Isz’ (אישׁ) po hebrajsku znaczy ‘mężczyzna’ a ‘isz-sza’ (אשּׁה) znaczy ‘kobieta.’  Po polsku ‘mężczyzna’ i ‘kobieta’ to zupełnie inne słowa, dlatego niektóre tłumaczenia Biblia używają słów ‘mąż’ i ‘mężatka’ aby było widać pokrewieństwo wyrazów tak oczywiste w języku oryginalnym.

[2]        Po hebrajsku ‘or’ (אור) światłość w odróżnieniu od źródła światła jak np. słońce lub lampa.

[3]        Po hebrajsku ‘meor’ (מאור) świecące ciało niebieskie, lampa.

8 Responses to Stworzenie oczami Mojżesza (2)

  1. koala says:

    Dzięki za fajny opis, naprawdę czytało się z przyjemnością.

  2. burak says:

    No dobrze, ale skąd wiesz że Mojżesz opisał stworzenie po widzeniu, a może to Bóg mu wszystko dyktował a on tylko pisał? I czy Bóg stworzył zwierzęta małe i musiały rosnąć, a może to już były dorosłe osobniki?

    • cezaryn says:

      Mojżesz często cytuje Boga wypowiadającego różne zdania i przeplata te zdania swoimi myślami które potwierdzają wykonanie się tego co Bóg zapowiedział lub zapragnął. W dodatku myśli wypowiedziane przez Mojżesza różnią się nieco od tego cytował, a to świadczy o tym że Mojżesz miał inne źródło informacji w dodatku do tego co słyszał i cytował. Poza tym wygląda na to że wstęp został dodany po widzenie przez Mojżesza, podobnie do wstępu dodanego przez Jana na początku Apokalipsy.

    • cezaryn says:

      Kiedy Mojżesz opisuje piąty dzień stwarzania, najpierw cytuje Boga mówiącego „Niech zaroją się wody mrowiem istot żywych…” W języku hebrajskim użyte są dwa wyrazy o jednakowej pisowni ale nieco odmiennym znaczeniu (שׁרץ). Pierwszy wyraz oznacza ‘przybywać w obfitości’ (np. rozmnażać się) a drugi oznacza ‘mnóstwo malutkich stworzeń’ (np. insektów). Następnie Mojżesz opisuje że stworzył Bóg różnorodne stworzenia, a m.in. „wielkie potwory.” Z tego wnioskuję że, podobnie do kiełków roślin wyrastających w ciągu dnia w duże drzewa mające owoce, następowało stworzenie zwierząt — od małych zwierzątek na początku dnia dorastających w dorosłe osobniki pod koniec dnia.

      • burak says:

        No dobrze, przypuśćmy że tak było. To powiedz mi czy wielkie potwory to dinozaury.

        • cezaryn says:

          Słowo dinozaur zostało wprowadzone w roku 1842 przez Ryszarda Owena w znaczeniu straszny (δεινός) jaszczur (σαῦρος), a więc klasyfikacja dinozaurów powstała stosunkowo niedawno i wiele lat po zakończeniu pisania Biblii. Wiele zwierząt uważanych za dinozaury które ponoć wyginęły miliony lat temu rozpoznano wśród nadal żyjących zwierząt (coś się paleontologom pokićkało!). Opisy nie znanych nam zwierząt podają cechy zwierząt które obecnie można znaleźć w opisach dinozaurów. Trudno powiedzieć czy wszystkie zidentyfikowane zwierzęta rzeczywiście istniały. Być może niektóre z rzeczywiście istniejących zwierząt są opisane w Biblii ale wydaje mi się że nie ma na to żadnej gwarancji. Przypuszczać jednak można że np. wielkie potwory morskie (Gn1:21) byłyby dzisiaj sklasyfikowane jako dinozaury.

  3. Pingback: Stworzenie oczami Mojżesza (4) « Closer to the Truth

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: